Krótka historia

Willa, która od zawsze była miejscem postoju

„Drzwi otwierają się na ciepłe drewno, dzbanek kawy na kredensie i personel, który naprawdę wie, dokąd Cię wysłać dalej."

Trzebnica to niewielkie miasto na północ od Wrocławia, otoczone lasami bukowymi i cichymi stawami, znane ze starej tradycji pielgrzymkowej i przyjaznego pieszym centrum. Hotel Pod Platanami stoi przy ulicy Jana Kilińskiego, w starszej części tego centrum, za rzędem dojrzałych platanów, od których willa wzięła swoją nazwę.

Budynek ma proporcje dziewiętnastowiecznej kamienicy: grube mury, wysokie okna, sale z boazeriami i taras ogrodowy schowany na tyłach. Wewnątrz hotel jest celowo mały i bezpretensjonalny. W jadalni mieści się garstka gości. Korytarze są ciche. Pokoje są uczciwe: porządne łóżko, prywatna łazienka z prysznicem, telewizor, ogrzewanie i bezpłatne WiFi. To cała obietnica – i ona się sprawdza.

To, co przyciąga gości z powrotem, zgodnie z ich notatkami, nie jest jednym udogodnieniem. To personel. Mówimy po niemiecku i po polsku. Wskazówek udzielamy szczodrze. Psy witamy po imieniu już po pierwszym wieczorze. Rowerzystom pomagamy przy rowerach. Podróżni służbowi znajdują cichy pokój, by odebrać telefon. Kierowcy w długiej trasie dostają zadaszone miejsce dla auta i porządny sen przed kolejnym etapem.

Nie prowadzimy kurortu, spa ani restauracji. Prowadzimy willę, do której można przyjechać zmęczonym i wyjechać trochę lżejszym – z dworcem pięć minut stąd, stawami dwadzieścia i Wrocławiem pół godziny drogi.